Jan Stachniuk i jego doktryna a czasy obecne
Próba podsumowania w stulecie urodzin
Działalność Jana Stachniuka można traktować jako próbę wdrożenia w życie przy pomocy środków politycznych praktycznych wniosków wynikających z intelektualnych dociekań dotyczących wpływu religii na mentalność gospodarczą społeczeństw celem podniesienia poziomu, pozostających w tyle. Planowane działania Stachniuk nazwał eksperymentem
"na który nie zdobył się dotąd żaden naród".
J.Stachniuk, Walka o zasady - drugi front III Rzeczypospolitej, Warszawa 1946, s.6.
Niedawno minęło 100 lat od daty urodzenia pomysłodawcy tego
eksperymentu,
B.Grott, Religia, cywilizacja, rozwój - wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003, s.24.
ponad 55 od jego aresztowania w 1949 roku przez władze komunistyczne, co oznaczało definitywne zakończenie
wszelkiej działalności ideotwórczej
Op. Cit.,s 65.
oraz 15 lat od zaistnienia III Rzeczypospolitej co umożliwiło wznowienie działalności różnym dawnym ruchom ideowym i politycznym, które od roku 1989 mozolnie zaczęły odbudowywać swoje sfery wpływów. Ta szansa została dana również i Zadrudze. Należy więc zapytać jaki jest bilans jej osiągnięć w kontekście tych dat i wydarzeń? Jaki zasięg recepcji idei Stachniuka oraz liczebność jego sympatyków? Jakie są skutki jego działalności? Ogólnie mówiąc jaka jest efektywność stachniukowego eksperymentu?
Odpowiedź na te pytania musi zabrzmieć minorowo, prowokując do stawiania dalszych pytań o przyczyny takiego stanu rzeczy. Odrzucając już na wstępie wszystkie łatwe próby uporania się z problemem, które najczęściej lokują Stachniuka i jego idee w sferze zjawisk "skrajnych", co oznacza epitet zwyczajowo służący do deprecjonowania faktów nie lubianych i uznanych za niepożądane, którym nie należy poświęcać zbyt wiele uwagi, spróbujmy zastanowić się nad brakiem liczących się efektów wystąpienia na scenie życia publicznego twórcy Zadrugi i dalszymi perspektywami jego idei. Wielokrotnie starałem się odpowiedzieć już samemu sobie na powyższe pytania. Droga myśli prowadziła poprzez następujące konstatacje. Dotyczyły one warunków istniejących w Polsce w czasie gdy Stachniuk przystąpił do działania, poczynając od ogólnej sytuacji społecznej, ekonomicznej i kulturalnej, aż po układy polityczne funkcjonujące wówczas w kraju. Innym polem zagadnień był problem zakresu negacji , a nawet destrukcji, jakie zawierają idee Stachniuka i jej przewagi nad elementami konstruktywnymi. Kwestię tą zauważa także i mocno podkreśla profesor Jan Skoczyński, autor trzeciej z kolei książki poświęconej
twórcy Zadrugi
J.Skoczyński, Neognoza polska, Kraków 2004.
w swoim niedawno napisanym
artykule.
Tenże, Neopoganizm Jana Stachniuka (w druku)
Zacznijmy od warunków zastanych, z którymi zderzył się Jan Stachniuk. Przybywając na studia do Poznania w końcu lat dwudziestych uważał się
za nacjonalistę.
Jan Stachniuk mówi o Zadrudze, "Przemiany" 1939, nr 7.
Jednak dość szybko doszedł do wniosku, że jego rozumienie tego kierunku znacznie odbiega od cech ówczesnej emanacji polskiego nacjonalizmu, jaką stanowiła endecja, a w szczególności założony właśnie w Poznaniu w grudniu 1926 roku Obóz Wielkiej Polski. Formacja ta wyraźnie kolidowała z jego światem wartości i była środowiskiem o innym profilu emocjonalnym. Ówczesny polski nacjonalizm zaczynał już wówczas zmierzać do ideału "Katolickiego Państwa Polskiego Narodu" i czerpać natchnienie z wzorów chrześcijańskiego średniowiecza, jego koncepcji politycznych, społecznych, a przede wszystkim światopoglądowych. Wbrew temu co się u nas od lat pisze i mówi o formacji endeckiej nie reprezentowała ona wówczas "skrajnego nacjonalizmu" ale ugrupowanie o nasilających się cechach
fundamentalizmu religijnego
W kwestii typologii nacjonalizmu w Polsce i na świecie zob. P. Tarasiewicz i A. Wielomski, Nacjonalizm, Encuklopedia Białych Plam, t. 12, s. 242 -249; B. Grott, Nacjonalizm polski, tamże, s. 249-253.
co pośrednio zapowiadał już Roman Dmowski w swojej
programowej, dla OWP
Por. z definicją fundamenralizmu religijnego w : D. Motak, Nowoczesność i fundamentalizm. Współczesne antymodernistyczne prądy religijne, Kraków 2001, BJ, Dokt.82/2001,s. 49,50,56.
broszurze pt. "Kościół, Naród i Państwo", a co rozwinęli, zwłaszcza w latach po ogłoszeniu w roku 1931 encykliki społecznej "quadragessimo anno" liczni pisarze polityczni i publicyści oraz moraliści tego środowiska i innych pochodnych od endecji. Do bardzo ważnych, a może i najważniejszych twierdzeń tego obozu, który można już wtedy śmiało nazwać "narodowo-katolickim", czy nawet i "katolicko-narodowym" należały te, które dotyczyły sfery ekonomii, a w szczególności przyszłościowej wizji naszej gospodarki. Nie ograniczano się tam wyłącznie do planowania samego tylko ustroju gospodarczego, który miałby zastąpić sanacyjny etatyzm, ale ferowano również koncepcje światopoglądową, w której gospodarujący człowiek zajmował ważne miejsce. Był to system w pełni statyczny wzorowany na średniowiecznym. Tłumaczone wówczas przez "młodych" endeków obce prace (np. "Nowe średniowiecze" Mikołaja Bierdjajewa) czy własne, jak kilkakrotnie wznawiana w latach trzydziestych i ciesząca się w Polsce dużym powodzeniem
"Gospodarka narodowa"
Książkę wydano w roku 1934, 1936 i 1937. Druk czwartego wydania zapowiedziano na grudzień 1939 r. ("Myśl Narodowa" 1939, s 304).
pióra liczącego się działacza Stronnictwa Narodowego Adama Doboszyńskiego, zapowiadały wycofywanie się z drogi szybkiego rozwoju i postępu materialnego , który zaczął się wraz z pierwszą rewolucją przemysłową. Takie postawy uzasadniano przy użyciu wartości religijnych. Odwrót od "zdobywania świata" materii i powrót do "form prostszych", Jak to określał wymieniony wyżej Mikołaj Bierdiajew budziły u Stachniuka głęboki sprzeciw i zaniepokojenie. Były to bowiem wytyczne zupełnie nieadekwatne do potrzeb ówczesnej Polski i jej zagrożeń wynikających z położenia geopolitycznego. Impulsy proweniencji religijnej w takim kontekście jawiły się jako zaprzeczenie zdroworozsądkowego podejścia do ważnych zagadnień i prowokowały do przeciwdziałania. W końcu w świadomości Stachniuka doszło do uformowania się teorii o negatywnej funkcji katolicyzmu w stosunku do całej kultury polskiej i nie tylko do niej, zarówno współcześnie jak i dawniej. Katolicki personalizm jawił się jako
filozofia destrukcyjna,
Najpełniejszym wyrazem krytyki personalizmu są J. Stachniuka, Dzieje bez dziejów-teoria rozwoju wewnętrznego Polski, wyd. 1, Warszawa 1939, wyd. 2, Wrocław 1991.
sprzeczna z postulatem podjęcia wielkiego zbiorowego wysiłku na rzecz ratowania się przed katastrofą, którą stała się wojna rozpętana kilka lat później przez hitlerowskie Niemcy i sowiecką Rosję. Stachniuk wystąpił więc, jako ostry wyraz opozycji przeciwko narastającemu fundamentalizmowi katolickiemu, który w latach trzydziestych ubiegłego wieku zataczał w Polsce coraz to szersze kręgi. Jego opozycjonizm z czasem przybrał cechy neopoganizmu. Negując wartości kultury katolickiej zaczął się zwracać do efemerycznej w wypadku Polski i całej Słowiańszczyzny duchowej kultury przedchrześcijańskiej. Jeszcze wcześniej uznał, iż najlepszą metodą do pokonania cywilizacyjnego zapóźnienia Polski może być stosowany wówczas za naszą wschodnia granicą
kolektywizm.
Najpełniejszym wyrazem kolektywistycznych poglądów Stachniuka są książki:Kolektywizm a naród, Poznań 1933 i Heroiczna wspólnota narodu - kapitalizm epoki imperializmu a Polska, Poznań 1935.
Nie bez wpływu na stosunek Stachniuka do religii katolickiej były też naukowe teorie uczonych zajmujących się relacjami pomiędzy etyką religijną a mentalnością gospodarczą. Jak to widać choćby dzięki przypisom w niektórych książkach twórcy Zadrugi, ich prace były mu znane. Na pierwszym miejscu należałoby tu wymienić znanego socjologa niemieckiego Maxa Webera i jego do dziś aktualne dzieło pt. Etyka protestancka a duch kapitalizmu. Warto zauważyć, że zostało ono przetłumaczone na język polski dopiero w 1994 roku, a więc w dziewięćdziesiąt lat po ukazaniu się pierwszego wydania.
Prokolektywistyczne a z czasem i żarliwie antychrześcijańskie nastawienie Stachniuka praktycznie eliminowało go z udziału w liczących się nurtach życia publicznego. Mimo pełnej świadomości, że zakres zmian, które proponował wymaga co najmniej obecności w sferze polityki nie zdołał zaistnieć na tej płaszczyźnie i uzyskać wsparcia ze strony liczących się tam czynników. Społeczny odzew na jego idee był na tyle nikły, że w ostatnich latach przedwojennych zamknął się w małej elitarnej grupce jaką stała się redakcja miesięcznika "Zadruga". Ostry atak na tradycję narodową w połączeniu z kojarzonym z Rosją sowiecką kolektywizmem stanowił o jego destrukcyjnym stosunku do tego co było traktowane jako synonim polskości. Sytuacja taka nie mogła wróżyć ilościowych sukcesów. Również głoszony przez Stachniuka u schyłku II Rzeczypospolitej swoisty nacjonalizm też nie przemawiał do uczuć ówczesnych Polaków Był on odrzucany, a przez niektórych traktowany jako przejaw
"duchowego wasalstwa" w stosunku do Kremla.
J. Mosdorf, Romantyzm kopca termitów, "Prosto z mostu" 1935, nr 29.
Zadruga jawiła się więc jako ciało jednoznacznie obce, a nawet i niebezpieczne bo podrywające ducha i siejące zwątpienie w możliwości narodu szczególnie w ciężkich latach okupacji niemieckiej. Najjaskrawszym świadectwem takiego rozumienia sensu ideii Stachniuka są okupacyjne broszurki katolickiej pisarki Zofii Kossak-Szczuckiej. Jedna z nich zatytułowana "Pod dyktando Berlina" jest pełna oskarżeń zawierających nieprawdę. Mimo tego można zrozumieć postawę jej autorki. W czasie okupacji Stachniuk co prawda współpracuje ze Stronnictwem Zrywu Narodowego ale trzyma się tam w cieniu. Jest to wynikiem nieakceptowania jego osoby przez ogół. W zmienionej sytuacji po wojnie traktuje nową władzę, jako taran uderzający w te formacje, które sam pragnąłby unicestwić. Określał je mianem "sektora tradycyjnego", uważając, że jest on główną przeszkodą dla proponowanej przez siebie przebudowy mentalności społecznej. Z zachowanych informacji, zarówno takich jak spisane wspomnienia Antoniego Wacyka, jak i dokumenty przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej, wynika że dążył do współpracy z nową władzą. Podobne zamiary wyjawił w książce pt. "Walka o zasady - drugi front III Rzeczypospolitej" gdzie wyrażał przekonanie, iż "sektor planistyczny", pod którym to określeniem w jego tekstach kryła się nowa władza, powinien dojść do porozumienia z Zadrugą, która dysponuje kluczem niezbędnym do przebudowy mentalności Polaków i uzdatnienia ich do wytężonej i efektywnej działalności na rzecz rozwoju. Stachniuk był przekonany, że "sektor planistyczny", jeśli nie uwzględni jego propozycji to mając do dyspozycji społeczeństwo ukształtowane według tradycyjnych norm
załamie się.
J.Stachniuk, Walka o zasady..., s 202.
Jak wiemy tak też się stało ale dopiero kilkadziesiąt lat później. Stachniuk sądził również, że zrąb oficjalnej ideologii lansowanej przez panujący reżim z teorią "walki klas" w centrum jest nieadekwatny w stosunku do podejmowanych zadań i przez to już przebrzmiały. W ten sposób twórca Zadrugi wszedł w konflikt z panującym w Polsce reżimem, a niektórzy prominenci zaczęli go nawet podejrzewać o "faszyzm". Jak wiadomo był to wówczas groźny epitet stosowany jako oskarżenie w stosunku do elementów uznawanych za wrogie. Tak więc w końcu nowa władza także go odrzuciła gotując mu klęskę, tym razem już ostateczną. Nadciągający szybkimi krokami stalinizm nie tolerował żadnej samodzielnej myśli zwłaszcza takiej, która próbowała weryfikować tezy reżimu. W aktach powstałych w trakcie śledztwa Stachniuka znalezionych w IPN-ie można doszukać się i takiej interpretacji jego zachowań, która uznawała go za osobę podejmującą próby rozsadzenia od środka PPR-u i
narzucenia mu swojej ideologii.
"Wnioski wynikające z analizy całości materiału zebranego w sprawie " sygn. - IPN 0330/9, t 3, s. 732.
Sąd ten jest na pewno mocno naciągnięty, ale jak się wydaje zawiera jakąś cząstkę prawdy. Ma on przecież także pewne wsparcie w wypowiedziach samego twórcy Zadrugi zawartych w książce "Walka o zasady...". Swoją pomyłkę, polegającą na zbytnim optymizmie w ocenie stopnia elastyczności oraz intelektualnych możliwościach decydentów panującego reżimu Stachniuk przepłacił więzieniem i utratą zdrowia, która
przyśpieszyła jego śmierć.
Nastąpiła ona 14 sierpnia 1963 roku.
Jak już podkreśliłem wyżej godząc się z profesorem Skoczyńskim większa część twórczości Stachniuka nosi znamiona destrukcji. Odnosi się ona, jak wiadomo do tradycyjnej kultury polskiej, chrześcijaństwa, a także i wielkich religii monoteistycznych. Obszar konstrukcji, jak to niezbicie wynika z tekstów Stachniuka jest daleko węższy. Twórca Zadrugi jedynie mgliście przedstawia zarysy przyszłości, zarówno w ogólnym ujęciu wiodących koncepcji kulturowych, jak i konkretnych rozwiązań państwowych, społecznych oraz dotyczących kultury. Nie mając możliwości działania na płaszczyźnie stricte politycznej (pisał przecież
"konieczne jest zdobycie władzy państwowej")
J. Stachniuk, Mit słowianski, Warszawa 1941 (maszynopis w zbiorach autora), s 251.
stworzył w swoich książkach system myślowy, który można określić, jako tzw. "prawdę totalną". System taki zazwyczaj miał za zadanie odpowiadać na podstawowe pytania dotyczące ludzkiego bytu celem opanowania wyobraźni mas, aby uczynić je uległymi w stosunku do władzy. W wypadku Stachniuka i Zadrugi z braku możliwości szerszego oddziaływania na społeczeństwo proponowane idee pozostały jedynie na papierze stając się własnością tylko nielicznych wtajemniczonych. Ponadto jego książki dla większości trudne w odbiorze budziły niechęć nadmiarem destrukcji. Należy też pamiętać i o tym, że czasy się zmieniały. Kończył się już, jak to podsumował znany francuski socjolog z Sorbony Reimond Aron,
"wiek ideologii".
Por. R. Aron, Koniec wieku ideologii, Paryż 1956.
Patrząc się na bieg wydarzeń w Polsce z perspektywy ostatniego piętnastolecia trzeba też stwierdzić, że upadek reżimu komunistycznego również nie zwiększył szans dla idei, które niosła ze sobą Zadruga. Nadal pozostały one zjawiskiem marginalnym. Tekstów poświęconych działalności Stachniuka nie chcą i teraz drukować tygodniki i inne środki masowego przekazu. Także niektóre współczesne grupki, które interesują się dorobkiem Stachniuka w zasadzie nie recypują go w całości, wybierając z jego myśli tylko niektóre elementy. Oto informacja od przedstawiciela współczesnej młodej generacji: "pomimo, że piszemy o Stachniuku i Zadrudze oraz, że akceptujemy niektóre elementy z jego ideologii, to bynajmniej nie identyfikujemy się z nią, dostrzegamy wiele elementów nam obcych, jak również szukamy inspiracji
zupełnie gdzie indziej".
List Krzysztofa Osinskiego do autora z dn. 6 VI 2002 r.
Z drugiej strony nie sposób nie dostrzec, że zagadnienie wpływu religii na mentalność gospodarczą jest od czasu do czasu zauważane i prezentowane osobno czy przy okazji innych spraw, ludzi czy książek, natomiast dorobek Zadrugi stale pozostaje tabu. Odpowiedź na pytanie dlaczego tak się dzieje nie jest prosta.
Jak już powiedziano pisma Stachniuka nie należą do lektur łatwych. Ponadto wiele przedstawianych tam twierdzeń ma charakter dość dowolny, a czasem nawet i mijający się z prawdą historyczną. W kontekście tego trzeba przypomnieć, że sami zadrużanie wiele pisali na temat zagadnienia mitu. Mówili wręcz o "micie zadrużnym", jakby dając do zrozumienia w jaki sposób należy rozumieć charakter większości tworzonych przez nich tekstów. Według Antoniego Wacyka mit to
"plan akcji dziejowej".
Na temat mitu zob. Z. Banasiak, Wprowadzenie do teorii mitu, "Zadruga" 1939, nr 2 (16).
Jego stosunek do prawdy jest więc względny. Obrazy z przeszłości, którymi się posługuje nie tyle ją mają wiernie odwzorowywać co inspirować do działania w przyszłości. Są więc narzędziem. O ile nie okaże się ono skuteczne, a ruch nie odniesie sukcesu to dla postronnych sceptyków całość zazwyczaj wydaje się wątpliwa i nie budzi zainteresowania. Tak też i stało się i z Zadrugą oraz jej przesłaniem. W niniejszym artykule nie ma miejsca na dogłębne rozwijanie tego wątku. Więcej uwagi poświeciłem mu w książce pt.
"Religia, cywilizacja, rozwój - wokół idei Jana Stachniuka".
B. Grott, Religia, cywilizacja, rozwój-wokół idei Jana Stachniuka, Kraków 2003, s 14 -17.
Tu chciałem tylko zwrócić uwagę na taki oto fakt, iż pewne niezgodności z ustaleniami historiografii występujące w pismach Stachniuka też bywają dodatkowym powodem do deprecjonowania jego podstawowych idei. Mając ten czynnik na uwadze, ale także i inne sądzę, że obecnie nie należy traktować wypowiedzi Stachniuka jako zbioru niepodważalnych pewników, co czynią niektórzy, podobnie jak traktowano pisma wielu innych charyzmatycznych przywódców. Dorobek twórcy Zadrugi należy rozumieć jako pewien kierunek w myśleniu o charakterze narodowym Polaków oraz także i innych narodów, a w szczególności o ich mentalności gospodarczej.
Zainteresowanie problematyką wpływu etyk religijnych na życie gospodarcze ma już swoją co najmniej stuletnią historię. Rozwija się ono stale, a zachodzące na świecie nowe procesy pobudzają do kolejnych prac badawczych i weryfikacji dawniejszych tez, obecnie już zdezaktualizowanych. W tej chwili mogę służyć przykładem dotyczącym refleksji nad "cudem gospodarczym", który dokonał się w kilku krajach dalekiego wschodu. Według tamtejszych badaczy u podstaw tego zjawiska leży
etyka konfucjańska.
Por. H. Lee, Kulturowe uwarunkowania procesów gospodarczych. Rola konfucjanizmu w rozwoju ekonomicznym Azji Wschodniej ze szczególnym uwzględnieniem Republiki Korei, Kraków 2004 - rozdz. Konfucjanizm i wartości konfucjańskie, s 14 - 40 i rozdz. Konfucjanizm a system gospodarczy, s 41 - 73.
Przypomnę, że Stachniuk inaczej widział ten problem. Nie bójmy się więc krytyki Stachniuka i nie odbierajmy jej jako przysłowiowego szargania świętości. Jeszcze raz powtarzam, traktujmy jego dorobek jako pewien kierunek myślenia ale nie jako zbiór dogmatów. Prowadziłoby to do skostnienia i stagnacji, zamknięcia się w sekciarskim getcie i w końcu do zaprzepaszczenia idei przebudowy mentalności Polaków, która nadal jest aktualna.
Idee, o których mowa w niniejszym artykule znajdują się w impasie. Nie znaczy to że trzeba z nich zrezygnować. Jak już zauważono wyżej Stachniuk podkreślał wyjątkowość swojej misji. I tu na pewno miał rację. Problematyka wysunięta przez niego na widownię, pojęta jako wyraz woli stania się czymś więcej jako cały naród, na drodze przemiany swojej mentalności i zbudowania sobie godnej pozycji w świecie, a nie jako zbiór dogmatycznych twierdzeń jest bardzo ważna, a nawet wręcz niezbędna w obecnych czasach gdy poziom rozwoju decyduje niepodzielnie o bycie narodów.
Sądzę też, że w twórczości Stachniuka trzeba wyodrębnić to co posiada charakter ponadczasowy od tego co wyraźnie było związane z warunkami i kolorytem epoki, w której działał oraz wpływem środowisk, w których się
kształtował, a potem obracał.
Por. F. Widy-Wirski, Szlakiem wyzwolenia-z historii wojskowej organizacji konspiracyjnej KPN, Warszawa 1974, s 22.
Należy też kłaść akcent na elementy konstruktywne systemu i zweryfikować jego destrukcję w stosunku do tradycji. Gdy negacji jest za dużo zrywa się więź z własną bazą-narodem, a to prowadzi do stagnacji i owocuje odrzuceniem. Problem ten należy rozwiązać inaczej niż uczynił to Stachniuk.
Obecnie wśród grup młodzieży polskiej pewne wpływy uzyskuje ideologia neonazistowska o wyraźnym odcieniu
filogermańskim.
O. Grott, Polskie partie faszystowskie i narodowosocjalistyczne, Kraków 2005, rozdz. Narodowi socjaliści w III Rzeczypospolitej. (Rozprawa doktorska w zbiorach Bibliuoteki Jagiellońskiej)
Zjawisko to jest wysoce niepokojące i budzi głęboki sprzeciw. W związku z tym nasuwa się wniosek, iż mocno zmodyfikowana i uwspółcześniona idea Stachniuka - która przecież stanowi nie co innego, jak rodzaj ideologii rozwoju i pracy oraz jest pewną specyficzną formą kontynuacji myśli Stanisława Brzozowskiego z okresu kiedy to pisał ":Legendę Młodej Polski", powinna zająć miejsce szkodliwych importów spełniając pożyteczną rolę wychowawczą.
Wracając jeszcze do wątku jakim jest kwestia pierwiastków destrukcyjnych zawartych w ideach Stachniuka warto przypomnieć kilka faktów. Dają one sporo do myślenia.
System bolszewicki w Rosji również cechował się bardzo daleko posunięta destrukcją w stosunku do kultury narodowej i całokształtu warunków zastanych. Zniszczył istniejący potencjał przynosząc wielkie straty w imię czystości wyimaginowanych doktryn. Inną już politykę wewnętrzną prowadziła natomiast III Rzesza. Panujący tam reżim zachował możliwie najwięcej z przejętego potencjału aby nie osłabiać swoich sił.
Istotne zagadnienie stanowi stan religii i religijności w społeczeństwie niemieckim w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku. Był on bardzo różny od tego jaki istniał w II Rzeczypospolitej kiedy to Stachniuk zaczynał działalność. Na temat stanu religii w Niemczech wypowiedział się krótko ale i treściwie Herman Rauschning w swojej głośnej książce pt. "Rewolucja nihilizmu'. Z jego słów wynika jasno, iż religia chrześcijańska znajdowała się tam w
poważnym kryzysie
H. Rauschning, Rewolucja nihilizmu, Warszawa 1939, rozdz. pt. Walka z chrześcijaństwem i żydostwem.
Treść książki Rauschninga była znana Stachniukowi na pewno w czasie okupacji gdyż wówczas cytował ją w swojej pracy "Zagadnienia totalizmu". Nie wiadomo na pewno czy znał ją już przed wojną? Niemniej jednak z całego zachowania Stachniuka można by sadzić, że nie wziął pod uwagę zawartych u Rauschniunga ocen i zachowywał się tak, jakby pomiędzy Niemcami a współczesną mu Polską nie było różnic w zakresie stanu religii.
W latach międzywojnia w Niemczech poza kościołami ortodoksyjnymi działały jeszcze formy pośrednie pomiędzy chrześcijanami a neopoganami. Ci ostatni w przeciwieństwie do Polski byli tam bardzo liczni. Znawca problematyki wyznaniowej w Niemczech profesor Leon Halban pisał o funkcjonujących w tym kraju "pogano-chrześcijanach". Należy tu wymienić formację "Deutsche Christen"
(Niemieccy Chrześcijanie),
O "Niemieckich Chrześcijanach" zob. L. Halban, Religia w Trzeciej Rzeszy, Lwów 1936, rozdz. Niemieccy Chrześcijanie.
która akceptowała wiele postulatów reżimu narodowosocjalistycznego. Władze Trzeciej Rzeszy starały się nie bulwersować jeszcze Niemców-chrześcijan i stosowały politykę stopniowego, a nie gwałtownego wypierania wpływów chrześcijaństwa. Stachniuk natomiast był bezkompromisowy i co najmniej od daty wydania "Dziejów bez dziejów" atakował katolicyzm frontalnie! Często robił to w sposób uproszczony podobnie interpretując cywilizacyjną funkcję innych religii. Stawiał prawie ścisłe znaki równości pomiędzy nimi a niedorozwojem. Przykładowo w jednym szeregu ulokował katolicką Bawarię - potem część jednego z najbardziej rozwiniętych krajów świata jakim stała się RFN oraz Polskę, Litwę czy inne zaniedbane gospodarczo obszary. Nie uwzględniał innych czynników niż religia, kształtujących charakter narodów, zapominał, że bywa ona najczęściej uznawana tylko za
komponentę.
Por. E. Barker, Charakter narodowy i kształtujące go czynniki, Warszawa1933, s 53, 300,301,433.
Także stanowczo przeceniał kreatywne możliwości kolektywizmu. W tym punkcie był tylko dzieckiem swojej epoki i swojego środowiska wyraźnie przesyconego elementami myślenia lewicowego Można wnioskować, mimo braku mówiących wprost o tym przekazów źródłowych, że nie rozumiał istoty ustroju zainstalowanego w Polsce po II wojnie światowej. Wyrażając zamiar złamania "sektora tradycyjnego" we współdziałaniu z nowym reżimem dawał mu duży kredyt zaufania i w tym punkcie wykazał ślepotę polityczną. Niedoceniał negatywnych wartości wytwarzającej się wówczas w kraju nowej anty elity o charakterze agenturalnym, którą w roku 1968 Stefan Kisielewski określił jako "dyktaturę ciemniaków".
Rozmawiając przed dwudziestu-trzydziestu laty z żyjącymi jeszcze wówczas niektórymi zwolennikami Jana Stachniuka można było m i nn. usłyszeć taką interpretację jego powojennych zachowań, która przyjmowała że ze względu na warunki polityczne musiał wypowiadać różne zdania w rzeczywistości nie pokrywające się z jego prawdziwymi poglądami. Tłumaczenie takie poznawczo wydaje się mało przydatne. Trzeba stwierdzić po dokładnym przestudiowaniu pism Stachniuka, iż jego odmienny od całej ówczesnej opozycji stosunek do nowego reżimu w Polsce logicznie wynikał z dawniejszych przekonań. Podobne akcenty zawierają pisma wydawane przez zadrużan po wojnie w okupowanych przez aliantów Niemczech. Cechowało je przyzwalające nastawienie w stosunku do powojennych władz zainstalowanych w Polsce. Ich wydawcy wchodzili w konflikty z emigracją a same pisma były zamykane przez brytyjskie władze okupacyjne, jako sympatyzujące z
nową rzeczywistością w Polsce.
Pisma te znajdują się w zbiorach Biblioteki Jagiellońskiej w Krakowie. Są to: "Arkona", "Zaranie", "Kuźnica", "W Drodze" i "Stanica".
Natomiast całkiem odrębną sprawą jest dynamizm, który promieniuje z tekstów Stachniuka. Trudno by go było tak dawniej, jak i dziś odnaleźć w obrębie środowisk endeckich, a nawet i innych bardziej radykalnych. Duch widoczny w pismach Stachniuka jest twardy i wymagający. Twórca Zadrugi chciał mocno podporządkować jednostkę ludzką zbiorowości i usposobić do efektywnego działania i walki. Dlatego mówił o "światopoglądzie bohaterskim". Duch ten swoją jakością przewyższał właściwości psychiczne innych formacji ludzkich występujących na polskiej scenie politycznej. Jako narzędzie sprawcze trzeba go ocenić pozytywnie.
Mając na uwadze wszystkie przytoczone wyżej względy sądzę, że działalność Stachniuka można przyrównać do rozrusznika serca. Jest to urządzenie bardzo pożyteczne i w wielu wypadkach niezbędne do utrzymania życia. Niemniej jednak należy pamiętać, że najważniejsze jest samo serce i o nim trzeba najpierw myśleć.
Nasuwa się też i taki wniosek: idee Stachniuka najbardziej związane z problematyką wydajności cywilizacyjnej ale jednocześnie pomijające całą szeroką paletę zagadnień narodowych powinny stać się częścią składową polskiej nowoczesnej idei narodowej, a nie wchodzić z nią w konflikt. Powinny ją uzupełniać i zostać z nią zharmonizowane. W przeciwieństwie do odbudowującej swoje wpływy formacji neoendeckiej
idea taka
Por. J. Tomasiewicz, Ugrupowania neoendeckie w III Rzeczypospolitej, Toruń 2003.
musi sprostać wyzwaniom naszych czasów. Dzisiaj walka o zachowanie własnej tożsamości narodowej i poczesnego miejsca w świecie wymaga bardziej niż kiedykolwiek dawniej wysokiej sprawności w dziele rozwijania cywilizacji. Narodom które nie zdołają sprostać takim koniecznościom pozostanie rola masy etnicznej, która może zostać wchłonięta przez organizmy przodujące. W naszych dziejach mieliśmy już podobne przykłady. Było to wtedy gdy rozwój był bez porównania powolniejszy ale dysproporcje pomiędzy nami a sąsiadami były duże. Pamiętajmy, że Słowiańszczyzna Zachodnia sięgająca przed wiekami po Salę i Łabę oraz do wnętrza późniejszej Austrii została zepchnięta daleko na wschód. W dużej mierze proces ten przebiegał pokojowo, bez rozlewu krwi, a wraz z przejmowaniem z zachodu bardziej progresywnych form gospodarczych, prawnych i ustrojowych szerzył się i język niemiecki. Skutkiem tego stała się zmiana etnicznej struktury wielu pierwotnie słowiańskich krajów.
Śledząc panoramę problemów i środków które mają stanowić panaceum na nadciągające zagrożenia, którymi operuje formacja neoendecka i je jpokrewne nie widzimy tam wyraźnych oznak planowania jakiegoś "skoku w przód". Retoryka moralizatorska króluje tam nadal chociaż trzeba przyznać, że towarzyszą jej także rozmaite pożyteczne i słuszne koncepcje cząstkowe. Tych ostatnich z powodów, które czasem nazywa się "doktrynerstwem" nie wolno nie zauważać, a nawet trzeba je wspierać. W kręgach neoendeckich słusznie podnosi się widmo zagrożenia z zewnątrz, szczególnie ze strony wielokrotnie silniejszych Niemiec, natomiast wyraźnie nie widać tam skłonności do ujęcia spraw w jeden system myślowy, któryby próbował odpowiedzieć na pytanie dlaczego tak jest i co robić dalej. Same, stale ponawiane w tym środowisku wyrazy sprzeciwu nie wystarczą.
Współczesna, "prawica narodowa" w Polsce wymaga więc zastąpienia jej czymś nowym, lub takiego jej dowartościowania, które by oznaczałoby powstanie czegoś gatunkowo już innego. Tu nasuwa się pytanie czy punktem odniesienia strawnym dla wystarczającej ilości środowisk nie mogłaby stać się "stara" - pozytywistyczna endecja, którą również i sami zadrużanie w zasadzie
oceniali pozytywnie.
B. Łużyca, Polska myśl nacjonalistyczna na przełomie XIX i XX wieku, "Zadruga" 1939, nr 3(7), s 3 - 7.
Wszak to Zygmunt Balicki i wczesny Dmowski z lat kiedy to napisał "Myśli nowoczesnego Polaka" byli niejednokrotnie cytowani przez Stachniuka, a ich koncepcje traktowane jako zaczątki czegoś co nie zostało doprowadzone do końca i zgasło w fazie początkowej wyparte przez fundamentalistyczne w swojej istocie idee "młodoendeckie". Formacja inspirująca się wzorcami "staroendeckimi" byłaby na tyle osadzono w szeroko rozumianej tradycji narodowej, że jej akceptacja w dzisiejszej Polsce byłaby daleko bardziej prawdopodobna niż jawnie neopogańska Zadruga.
Przypominając jeszcze raz wyróżnione tu dwa aspekty działalności Stachniuka; aspekt destrukcji i aspekt konstrukcji należałoby też powiedzieć słów kilka o stachniukowej idei niespełnionego nigdy
Instytutu Rekonstrukcji Kultury.
O tym szerzej zob. B. Grott, Religia, cywilizacja..., s. 195 - 222.
Jedynym namacalnym śladem tego zamierzenia jest do dzisiaj nie opublikowana książka Stachniuka pt. "Droga rewolucji kulturowej w Polsce (Studium o rekonstrukcji psychiki narodowej)". Została ona ukończona w roku 1948. Autor próbował zarysować tam metodę weryfikacji zastanej kultury polskiej, głównie skupiając uwagę wokół literatury narodowej, potraktowanej jako czynnik wychowawczy. Książka jest tekstem bardzo ogólnikowym. Tu widać także niedostatki Stachniuka w sferze konstrukcji. Jako konstruktor nowych bytów zaznaczył się on słabo. Snute przez niego plany w dziedzinie modyfikacji kultury w razie przystąpienia do ich realizacji wymagałyby olbrzymiego nakładu pracy oraz wiedzy szczegółowej w zakresie wielu dyscyplin. W ślad za weryfikacją literatury pięknej musiałaby pójść weryfikacja historiografii, sztuki, języka i jeszcze innych dziedzin. Można zaryzykować pogląd, że łatwiej jest jednemu utalentowanemu człowiekowi stworzyć nowy światopogląd niż w całej rozciągłości przewartościować wielowarstwową, bogatą kulturę narodową i przełożyć wyniki takich badań na pasmo impulsów tak skonstruowanych aby przemówiły do społeczeństwa i zostały zaakceptowane jednocześnie zmieniając rzeczywistość. Możliwości Zadrugi w tym zakresie były oczywiście niedostateczne i nigdy, nawet przy daleko bardziej sprzyjających warunkach grupa ta nie mogłaby sprostać takim wyzwaniom. Niemniej jednak sam postulat powołania Instytutu Rekonstrukcji Kultury jest bardzo ciekawy i teoretycznie może zostać spełniony. Zależy to w pierwszym rzędzie od talentu i wiedzy oraz determinacji grupy ludzi, którzy by zechcieli podjąć odpowiedni trud.
W warunkach państwa demokratyczno - liberalnego idea "rekonstrukcji psychiki narodowej" musi też być inaczej realizowana. Stachniuk działał w epoce dominacji systemów autorytarnych i totalitarnych kiedy to wielkie koncepcje ideologiczne i będące na ich usługach "mity" dominowały nad jednostką ludzką i jej indywidualnymi sprawami. Miały one wówczas daleko lepszą legitymacje niż dziś. Nieliczne wypowiedzi Stachniuka dotyczące państwa, władzy politycznej i metod
służących do jej objęcia
Tamże, s 166-172.
pozwalają domniemywać, iż myślał on o władzy totalitarnej, która by była w stanie narzucić ogółowi do realizacji za pomocą środków socjotechnicznych teoretyczne modele opracowane przez centra dyspozycyjne. W ramach państwa demokratycznego taki mechanizm nie jest możliwy. Idee trzeba mozolnie propagować i podawać w takich formach jakie mogą liczyć na akceptację przynajmniej jakiejś liczącej się części społeczeństwa. Dlatego też współczesne partie polityczne muszą w pierwszym rzędzie zajmować się również takimi problemami, które zaspakajają potrzeby i tęsknoty tzw. zwykłych ludzi o przeciętnych przecież ambicjach i możliwościach. Kwestie światopoglądowe, zwłaszcza te o rewolucyjnym charakterze muszą więc być starannie przygotowywane i odpowiednio dawkowane. W takiej sytuacji trafną wydaje się metoda, która by polegała na rozwiązywaniu szczegółowych problemów ( w tym i wychowawczych) w pożądanym duchu ale bez teoretycznej prezentacji i narzucania zasad światopoglądu, który odbiega od rozpowszechnionych standardów w tym zakresie.
Współczesną neozadrugę (nazwa w tym wypadku nie jest tak istotna), a więc formację stawiającą sobie za cel przebudowę polskiego charakteru narodowego w kierunku uzdatnienia go do wyścigu w dziedzinie twórczości cywilizacyjnej, widziałbym, przynajmniej w pierwszej fazie jej działalności, jako wieloaspektowy klub dyskusyjny i zarazem instytut naukowy, któryby w sposób empiryczny stale podejmował nowe tematy i weryfikował istniejące twierdzenia dotyczące bytu narodowego w trosce o jego umocnienie i rozwój. Natomiast metodę szturmowego lansowania "jednolitego poglądu na świat" trzeba traktować z dużą doza nieufności, jako krepujący zarówno intelektualnie jak i taktycznie gorset.
Istnieje potrzeba zaistnienia partii narodowej nowego typu, której celem byłoby utrzymywanie stałego kontaktu ze społeczeństwem i przez to umożliwienie sobie oddziaływania na nie. Partia taka zajmując się bieżącą polityką nie mogłaby także zaniedbywać troski o dalekosiężną wizję losów całego narodu, jako organizmu, a nie tylko skupiać uwagę wokół interesów jednostek przynależnych do żyjących pokoleń.
Swoistym zamknięciem powyższych rozważań niech będzie opinia Bogusława Stępińskiego - osoby sądzonej razem z Janem Stachniukiem - złożona przed laty na ręce autora niniejszego tekstu. Sprowadza się ona do przekonania, iż przywódca Zadrugi w głębi ducha był pragmatykiem i gdyby dożył do naszych czasów to po Vaticanum II miałby już inne spojrzenie na współczesną rolę katolicyzmu w stosunku do problemów cywilizacji.
Pamiętajmy, że Stachniuk budował swoje koncepcje w latach dokonywanej przez polskie kręgi katolickiej prawicy ostrej krytyki nowoczesnego świata i jego zdobyczy oraz pochwały średniowiecza tj. powrotu do form prostszych w gospodarce, co było sprzeczne z prawdziwymi potrzebami kraju. Był dzieckiem swojej epoki i panujących w niej warunków.
Ci którzy dostrzegają wagę cywilizacyjnego zapóźnienia Polski i rozumieją zasadniczy sens myśli Stachniuka powinni więc stanąć przed dylematem - czy sprawą priorytetową ma być czystość doktryny czy pragmatyczne dążenie do realizacji ważnych celów?
Bogumił Grott