O ZDROWY POTENCJAŁ W ORGANIZACJACH. PERSPEKTYWA INTEGRALNA.
Referat na VIII konferencję z cyklu Sukces w zarządzaniu kadrami, zorganizowaną przez Katedrę Zarządzania Kadrami Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, we współpracy z Instytutem Psychologii Zarządzania Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław, wrzesień 2006, Pierwodruk w: Prace naukowe Akademii Ekonomicznej im. Oskara Langego we Wrocławiu Nr 1130. Sukces w zarządzaniu kadrami. Kapitał ludzki w organizacjach międzynarodowych, Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej im. Oskara Langego we Wrocławiu, Wrocław 2006, ss. 328 - 336.
Wychodząc z charakterystyki zjawiska znanego jako wyścig szczurów autorzy przedstawiają problem jego kosztów psychosomatycznych i społecznych w kategoriach patologii normalności, a więc analitycznej psychologii społecznej. Proponują otwarcie wspólnej płaszczyzny rozważania problemów psychospołecznych i ekonomicznych. W odniesieniu do gospodarki opartej na doktrynach ekonomicznych odnajdują jej pierwotne źródła niewydolności w patologicznej normalności: w zawłaszczaniu zasobów i jednostronnej optymalizacji sposobów osiągania efektów ekonomicznych. Ukazują też drogę prowadzącą do integralnego i całościowego rozwiązywania problemów psychologicznych i ekonomicznych odwołując się do własnej systemowej koncepcji humanistyki ujętej w ramy teorii mitu dziejotwórczego.
1.Wyścig bez zwycięzców
Pojęcie wyścigu szczurów stało się obecnie powszechnie znane i dotyczy spraw, które oficjalnie przez nauki społeczne i ekonomiczne nie jest zbyt ochoczo podejmowane, zwłaszcza w głównym nurcie prac poświęconych życiu społecznemu i współczesnej gospodarce w świetle jej spektakularnych sukcesów produkcyjnych i ekonomicznych. A przecież niemal wszyscy w różnym stopniu w nim uczestniczymy. Powstało ono w 1968 roku podczas studenckich ruchów kontestatorskich. Wyrażało ono pogardliwy stosunek do funkcjonujących wówczas kanonów awansu społecznego, kariery zawodowej i stylu życia z nią związanego. Obecnie jest ono nie tylko aktualne, ale nabrało jeszcze większego znaczenia. Członek współczesnego społeczeństwa ubiega się nie tylko o awans społeczny poprzez karierę w pracy, lecz także zdobywa możliwie szerokie kwalifikacje i doświadczenia, które może wykorzystać także poza pracą zawodową. Przede wszystkim jednak przygotowuje się do kilkakrotnej zmiany pracodawcy, a nawet kilkakrotnej w ciągu życia zmiany zawodu. Dzięki temu może się nieustannie rozwijać. Brak osobistego rozwoju odczuwany jest jako znaczący defekt osobowy i zagrożenie. Natomiast głównym czynnikiem stymulującym do wysiłku jednostkę z zewnątrz jest silna konkurencja na rynku pracy wywierająca presję na powstawanie i kształtowanie takich postaw. Uczestnicy wyścigu muszą nieustannie się sprawdzać, wykazywać osiągnięciami, jednocześnie trwać w poczuciu braku stabilności i ryzyka porażki w rywalizacji z innymi. W takich warunkach często koncentrują się na własnych interesach kosztem konkurentów, co przejawia się w działaniach pomniejszających szanse innych, szkodzeniu im, np. przez nie przekazywanie pewnych informacji lub dostarczanie błędnych, wydawaniu nieprawdziwych opinii i ocen itp. Repertuar takich zabiegów stosowanych z całą premedytacją jest bardzo szeroki i nie zawsze bywa skrywany. Uznaje się to za normę, gdy tymczasem współpracownicy ponoszą konsekwencje psychologiczne podobne do znanych z badań nad mobbingiem. Pracownicy nie przyjmujący takich postaw potrafią łatwo je rozpoznawać i dystansują się od nich podkreślając ich "nieludzki" charakter. Taki obraz sytuacji rysuje się na podstawie własnych obserwacji, ankietowych badań pilotażowych, relacji internetowych itp. Do typowych przejawów ukazanego zjawiska należą: 1. deficyt pozytywnych emocji i uczuć, 2. zanik empatii i umiejętności decentracji interpersonalnej 3. obojętność na sprawy innych ludzi, 4. zawiść i zazdrość o sukcesy innych, 5. Żądza posiadania, 6. zawyżona samoocena, brak samokrytycyzmu, 7. postawa roszczeniowa, 8. brak osobistej kultury i grzeczności na co dzień w relacjach z innymi osobami , szczególnie z dorosłymi i starszymi, w tym rodziców, 9. lekceważący i nieuprzejmy stosunek do innych , 10. cynizm, 11. przedmiotowe , instrumentalne traktowanie ludzi, nawet z kręgu "swoich". Koncentracja na własnych korzyściach ma charakter lękowy. Świadomość dysonansu z dotąd obowiązującymi zasadami etycznymi jest frustrująca i wywołuje uczucie złości, a nawet pojawianie się agresji. Rozmówcy pytani o przyczyny takich zachowań twierdzą, że są one rezultatem rodzaju "powszechnego upadku obyczajów", narastających nierówności społecznych, upadku wszelkich autorytetów, powszechności korupcji, rozpowszechniania się prymitywnej kultury masowej i konsumpcji, obniżania się ogólnego poziomu rzetelnej wiedzy, wreszcie rezultatem nadopiekuńczości rodziców, a częściej ich niezdolnością do radzenia sobie we współczesności. Inni wskazują na głębsze przyczyny, psychicznej, a właściwie psychodynamicznej natury: sądzą, że zewnętrzna twardość, nieczułość jest maską, za którą ukrywa się osobowość człowieka słabego i zakompleksionego, izolującego się w ten sposób od pełniejszych bliższych kontaktów z otoczeniem, w których jego słabe strony mogłyby zostać ujawnione i narażać go na urazy czy zostać wykorzystane przeciwko niemu, jego dobru i interesom.
Szczególnie wyraźnie opisane zjawiska są dostrzegalne w środowisku młodzieży akademickiej cechującej się stosunkowo dużą jednorodnością umożliwiającą formułowanie podobnych wniosków, a w którym na etapie wyboru kierunku kształcenia opisana rywalizacja już się wyraźnie rozpoczyna i kształtuje. Studiowanie kilku fakultetów ma zwiększyć szanse wygranej. Pracuje się ciężko. Pierwsze sukcesy ostatecznie determinują wybór, ale też rozwijają swoiste uzależnienie od pracy i wymagają niemal całkowitej rezygnacji z innych walorów życia, młodzi ludzie są straceni dla pełni życia społecznego. Coraz częściej nie zakładają własnych rodzin, co wyraźnie wykazują dane statystyczne dotyczące Warszawy. W wielu współczesnych zwiążkach małżeńskich, jeśli już one powstają, młodzi ludzie nie chcą mieć dzieci (no kidding), a nawet zanika w nich pragnienie seksu. Wypadnięcie ze stawki wyścigu jest równoznaczne z poczuciem klęski i degradacją osobowości. Morderczy wyścig prowadzi do przedwczesnego wyczerpania zasobów życiowych jednostki. Koszty ponosi także jej rodzina i całe społeczeństwo. Jednak niemal samoistnie funkcjonuje skuteczny sposób ograniczenia przeżywania opisywanych następstw. Wskazał na niego Fromm już kilkadziesiąt lat temu jako rozwiązanie dla osób, którym nie powiodła się integracja silnego ja, a którzy mimo wysokiej wrażliwości nie zostali dotąd porażeni skutkami doświadczanego stresu i frustracji, nie są znerwicowani czy zneurotyzowani. Polega ona przystosowaniu do rzeczywistości poprzez utratę części swego ja na rzecz swoistego ja społecznego. Następuje nadmierne rozszerzenie tego drugiego, powstaje patologiczna integracja, chroniąca przed lękiem. Powoduje utratę części własnej indywidualności i motywacji do działania, ale w zamian zapewnia poczucie siły wynikające z przynależności do grupy społecznej odnoszącej sukcesy. Dzięki czemu nie cierpią, nie przeżywają wewnętrznych neurotyzujących konfliktów charakterystycznych dla pokolenia swoich rodziców. Nie mają poczucia jakiegoś wynaturzenia, czy chociażby niestosowności pewnych zachowań w odniesieniu do obowiązujących powszechnie norm etycznych czy uznawanych wartości. Ludzie są na ogół nieświadomi takich zjawisk, a ta nieświadomość i tłumienie ma głównie charakter społeczny. To kultura, jak wyjaśnia Fromm, dostarcza wzorców zachowania, które umożliwiają życie z defektem bez popadania w chorobę psychosomatyczną lub psychiczną. Już Freud odkrył znaczenie kultury jako źródła cierpień wskutek sprzeczności jej rozwoju z obiektywnymi potrzebami człowieka, a leczenie objawów lęków neurotycznych uznawał za bezcelowe. Przyczyny lęku człowieka nie znajdują się w jego naturze, lecz w niewłaściwych warunkach społecznych. Następuje swoiste uodpornienie na doznawanie negatywnych przeżyć związanych z charakterem wykonywanych zadań. Młode pokolenie zostaje wyposażone w pancerz chroniący jego delikatne wnętrze przed skutkami obcowania z twardą rzeczywistością. Jednak nie odbywa się to bezkarnie i bezboleśnie. Uczestnik wyścigu traci w jakiejś mierze swoją indywidualność za cenę zdolności osiągania celów w brutalnej niekiedy rywalizacji. Pozbawiony zostaje wcześniejszych zahamowań, więc nie większych ma trudności z samym sobą. Takie zmiany przystosowawcze mają charakter właściwy dla podstawowych dynamizmów rozpoznawanych przez współczesną psychoanalizę, psychologię humanistyczną i różne nurty psychologii głębi. Jednakże błędne jest przypuszczenie, że odnoszący sukces w wyścigu nie ponoszą jego kosztów lub nie obarczają nimi reszty społeczeństwa. Wprost przeciwnie, oba rodzaje kosztów występują, lecz nie są łatwo zauważalne z powodu ukierunkowanego przez panujące doktryny społeczno-ekonomiczne sposobu spostrzegania rzeczywistości. Wprawdzie w przypadku odniesienia sukcesu generalnie uzyskuje się potwierdzenie skuteczności przyjętej linii postępowania będącego zachętą do dalszego uczestnictwa w wyścigu, ale też pojawia się złe samopoczucie wynikające ze stosowania nieczystych, brutalnych sposobów działania i technologii. Opanowanie takich stanów w psychice osiąga się na drodze stosowania bogatego repertuaru mechanizmów obronnych, które z kolei długotrwale stosowane mogą w tłumieniu odruchów sumienia rozwijać osobowości psychopatyczne. Drugi ciąg takich kosztów sukcesu łączymy z chęcią ukrycia niskiej samooceny, co odbywa się na trojaki sposób: 1. przez samooszukiwanie się, szukanie uzasadnienia dla swojej postawy w jakiejś ideologii zawłaszczania , 2. przez budowanie pozytywnego wizerunku samego siebie i uzależnienie się od ocen powstających na zewnątrz, lub 3. na drodze obrony przed skutkami zdemaskowania. W tym trzecim przypadku tworzy się cały system racjonalizacji, od którego jednostka także staje się uzależniona, a więc traci zdolność wyjścia poza niego, staje się jego więźniem godzącym się z tą sytuacją. Akceptacja pierwszego ciągu kosztów przydaje jednostce predyspozycje do dalszego uczestnictwa, drugiego- pogodzenie z rolą uczestnika wyścigu szczurów. Następuje przełamywanie swojej świadomości moralnej, wszechobecne zakłamanie i manipulacja innymi ludźmi wywołujące wewnętrzną walkę sprzecznych wartości i motywów działania oraz zagłuszanie swojej wrażliwości na informacje płynące z otoczenia zewnętrznego i ze swego wnętrza (szczególnie te nieświadome). W ten sposób postępuje redukcja do czystej racjonalności nie wystarczającej do osiągania efektywnego życia zbiorowego oraz zagrażającej sprawności indywidualnych, samozachowawczych mechanizmów regulacyjnych, a w następstwie powstawania zaburzeń oraz chorób somatycznych i psychicznych.
W wyścigu szczurów nie ma zwycięzców, nie ma nawet linii mety, osiągane są skromnie nagradzane zwycięstwa etapowe. Ponadto światowy rynkowy system gospodarczy produkując przegranych ich problemami i wynikającymi stąd kosztami materialnymi (np. chociażby w sferze opieki zdrowotnej i świadczeń w postaci renty inwalidzkiej itp.) obciąża całe społeczeństwo. To zjawisko eksternalizacji kosztów. Pracodawcy nie płacą w zadawalającym stopniu wszystkich rachunków i podatków, szczególnie tych związanych z degeneracją człowieka i jego środowiska, np utylizacji odpadów, odtwarzania zużytych zasobów surowcowych, niszczącej eksploatacji dróg i innych składników kosztownej infrastruktury.
2. Patologia normalności
Ujawnienie takich szkodliwych aspektów przystosowania do wydajnej pracy zmusza do postawienia zasadniczego dla tego opracowania pytania: jakie to ukryte dotąd przed nami, trudno dostrzegalne z powodu skali i głębokości, źródła i zjawiska są odpowiedzialne za takie psychiczne i ekonomiczne koszty " efektywnego" działania i sukcesu materialnego oraz za powszechną patologizację psychiki?
W tym celu przeprowadziliśmy szeroką wstępną analizę dostępnych źródeł z różnych dziedzin nauki i prac nie mających charakteru ściśle naukowego, głównie z obszarów psychologii głębi, w ujęciu bliskim
E. Frommowi (1996, 1998).
Według tego autora na istnienie powszechnej patologii wskazują nawet takie formy funkcjonowania jak zdrowy rozsądek i poczucie oczywistości jako zracjonalizowane postaci fiksacji na idolach oraz wiara w różnego rodzaju iluzje i ideologie. Idol to postać, na którą jednostka przenosi swoją siłę i moc (Fromm E. Rewizja psychoanalizy, PWN, Warszawa-Wrocław, 1998, s.44). Naród, klasa, rasa, państwo, sukces, ekonomia itp to idole współczesności.
Wyłania się z niej patologia normalności jako pochodna złożonego procesu, ciągu ewolucyjnych zdarzeń, który trwa na przestrzeni
całych dziejów kultury ludzkiej.
Pełne opracowanie tego zagadnienia zostanie we wrześniu bieżącego roku zamieszczone w Internecie pod adresem http://www.prawia.org jako część VII teorii mitu dziejotwórczego pod nazwą Patologia normalności.
Człowiek wyłonił się się ze świata zwierzęcego ok. 50 tys. lat temu dzięki powstaniu świadomości i rozumu, a później rozwojowi myślenia i mowy. Stał się wobec świata odrębnym podmiotem, powstało rozgraniczenie ja-świat. W drugim tysiącleciu p.n.e. ewolucja biologiczna uzyskała sprawną kontynuację w ewolucji kulturowej, instynktowe kierowanie zachowaniem zostało zdominowane przez procesy poznawcze oparte na intelekcie. Dziedziczenie poprzez geny zostaje wzbogacone dziedziczeniem poprzez kulturę (memy). Człowiecza zbiorowość kreuje w naturze świat ludzkiej kultury, a w niej rozwija swój dorobek-cywilizację poprzez świadome wprowadzanie w czyn przeświadczenia o swej czołowej w nim roli. Jednocześnie powołuje do istnienia sztukę, etykę i prawo, naukę i technikę czy produkcję rozmaitych dóbr. We wszystkich dziedzinach w ostatnich kilku tysiącach lat, szczególnie w kilku ostatnich stuleciach, osiągnięcia są imponujące i prowadzą stopniowo do coraz lepszego zapewnienia człowiekowi egzystencji materialnej. Zapanował nad przyrodą, nieustannie doskonali eksploatację jej zasobów i wykorzystania twórczych możliwości samego człowieka. Podporządkował sobie naturę za cenę wykorzenienia się z niej. Nie może już wrócić do poprzedniego stanu pierwotnego, przedludzkiego życia w pełnej harmonii z przyrodą, teraz jego egzystencja musi się na nowo ukorzenić i uzyskać jakąś tożsamość, nawet jeśli ona będzie iluzoryczna i błędna.
System kulturowy, poprzez dostarczanie współtworzącym go ludziom struktury świata zawartej w aparacie pojęciowym (głównie języka i mowy) kształtuje jednostki ludzkie tak skutecznie, że bezwiednie stają się nosicielami i wyrazicielami tego systemu, a w swoim życiu przenoszą go na struktury społeczne i wszelkie urządzenia cywilizacyjne. Treści systemu kulturowego stanowią w kształtowanej u człowieka świadomości absolut tak bezwzględny, że mniej wnikliwi obserwatorzy i badacze umieszczają go obszarze cech wrodzonych, na równi z ugruntowanym w biologii temperamentem. Czasem zresztą zabiegi takie mają charakter demagogiczny, służący
kampanii antykulturowej,
Podobnie było już w starożytnej Grecji. Propaganda religijna i państwowa (np. finansowany przez państwo teatr) przekonywała obywateli do nieuchronności przeznaczenia (grec. fatum), a więc o niecelowości wszelkich zabiegów mających ambicję zmiany zastanej rzeczywistości.
służącej zatuszowaniu faktu, że pogłębiająca się niewydolność systemu cywilizacyjnego ma źródło w podstawach kultury i unikaniu relatywizowania tych podstaw oraz odpowiedzialności za podtrzymywanie jego źródeł kryzysu.
W ludzkiej kulturze wytworzone zostały całe zestawy narzędzi w formie obyczajów, organizacji, kodeksów prawa itp., służące zawłaszczaniu różnych aspektów zastanego świata. Jednak najważniejszym środkiem służącym temu celowi jest aparat pojęciowy języka opisujący świat jako teren zawłaszczającej ekspansji, a ludzi w kategoriach elementów hierarchii zależności od tych, którzy zajmują w piramidzie posiadaczy wyższą pozycję. Wskutek spostrzegania świata poprzez takie narzędzia umysłu, wszelkie refleksje na temat istoty kultury są ograniczone - wymagają wykroczenia poza konstrukcje powszechnie przyjmowanego opisu świata i standardów życia. Dlatego dostrzeżenie i zrozumienie istoty patogenności kultury, stanowiącej przedmiot naszych dociekań, jest tak trudne.
Nauka , poprzez którą tworzy cywilizacyjne podstawy całej kultury, zasadniczo staje się kognitywna, ale zaczyna też pełnić rolę ideologii, nowej religii. Nie obejmuje całej rzeczywistości, jej uniwersalnej duchowości polegającej na uświęceniu całości przyrody i jej systemowej integralności charakterystycznej dla pradziejowych wspólnot agrarnych i ich autentycznej religijności. Ogranicza się do eksploracji i eksploatacji obszarów behawioru oraz systemów przyrodniczych i społecznych, odpowiadając tylko na pytania typu: co jest? Co to daje? A więc zajmuje się sferą prawdy obiektywnej i interobiektywnej, powierzchnią i zewnętrznością wobec sfery ja i my, w których świat przejawia się subiektywnie, a w których uzyskuje się odpowiedzi na pytania typu: czym jest? co to znaczy? Ta druga sfera (właściwie półsfera) ściśle łączy się z interpretacją, jest intencjonalna i kulturowa. Niestety w rozwoju kolejnych cywilizacji życie ludzi stopniowo redukowane zostaje do tej pierwszej, a sam człowiek, podobnie jak jego wytwory uwikłany w dominującą formę rynkową, relacje towar-towar. Gubi się w całości, funkcjonuje w świecie podzielonym, rozkawałkowanym, a więc okaleczonym, przysparzającym mu cierpienia, które pragnie na rozmaite sposoby wyeliminować lub uciszyć nie potrafiąc dotrzeć do ich pierwotnego źródła. Wittgenstein dostrzegał ograniczenia współczesnej nauki w poznawaniu pełnej rzeczywistości: prawa przyrody ujmowane w związkach przyczynowo -skutkowych nie dostarczają wyjaśnienia zjawisk natury ponieważ dotyczą tylko ich struktury, a więc ustanawianych na drodze logizacji granic z wyłączeniem tego co te granice opisują. Jeśli więc wyłącznie na takim niepełnym poznaniu opierałaby się nasza świadomość budująca ludzką kulturę za pośrednictwem osiągnięć cywilizacyjnych, to całkowicie tkwilibyśmy w chorej rzeczywistości skazani w finale dziejów na totalną klęskę. W obecnym stadium rozwoju powszechnego schorzenia społecznego, bez odpowiedniej zmiany modelu świata w naszej świadomości wszelkiego rodzaju wsparcie i pomoc psychologiczna, poradnictwo czy terapia mają charakter objawowy, a więc nie mogą usunąć jego przyczyny.
W przeciętnej rodzinie i współczesnym społeczeństwie dominuje (jeszcze) mężczyzna, który rywalizując z innymi, staje się szczególnie wrażliwy na porażkę, brak akceptacji i utratę prestiżu. Jest więc często zalękniony i zaniepokojony, a tak przecież powstają osobowości neurotyczne. Tłumiący i piętnujący charakter naszej kultury, najbardziej wyraziście widoczny w sferze seksualności, prowadzi do powstawania i rozwoju u większości ludzi poczucia wstydu i winy, a te determinują skłonność do ulegania autorytetom. Patologiczne uzależnienie może paradoksalnie obejmować najbliższe sobie osoby połączone więzami uczucia. Ludzie żyjący pod presją lęku i obniżonego poczucia własnej wartości w każdych warunkach muszą czuć się zagrożeni. Dlatego będą nieświadomie i świadomie dążyli do uzależnienia innych od siebie, by w ten kaleki sposób pozbyć się tych obaw. Nawet miłość ojcowska może prowadzić do rozwoju niedostrzegalnych bezpośrednio patologicznych następstw wychowania, gdyż bywa warunkowa (np przez nawet słabo wyartykułowane oczekiwania, które dziecko powinno spełnić), więc prowadzi do utraty przez dziecko poczucia bezpieczeństwa i wytworzenie poczucia winy za nie dorównanie jakiemuś ideałowi. Takie silnie i znaczące uczucia wytworzone społecznie i posadowione w światopoglądzie, bez koniecznego udziału świadomości, są później generalizowane stając się podstawą i wzorcem wszelkich decyzji, które z pozoru wydają się racjonalne i samodzielne. Młodzi ludzie w rodzinie są przygotowywani do życia w społeczeństwie. Rodzina jest pierwszym narzędziem normalizującym ich funkcjonowanie. Jako dzieci w nadal wydłużającym się okresie adolescencji zostają przygotowani do przyjmowania zracjonalizowanych dewiacji jako właściwego stylu życia.
Mechanizm tworzenia się patologicznego uzależnienia w relacjach w rodzinnych kreuje jaźń, w której lęki, poczucie winy i uzależnienia powstają, są utrwalane i nieświadomie przenoszone na wszystkie dziedziny życia w całym przekroju społeczeństwa począwszy od rodziny po państwo poprzez politykę i gospodarkę, występują we wszystkich strukturach społecznych i jego instytucjach takich jak np. wychowanie i edukacja, wymiar sprawiedliwości.
Tak ukształtowane społecznie poczucie winy umożliwia skuteczne sprawowanie władzy przez zastąpienie nim wszelkiego przymusu zewnętrznego, w tym ekonomicznego, który zazwyczaj jest bardzo kosztowny, mało skuteczny i nietrwały. Przymus zewnętrzny zostaje zinternalizowany. Ludzie w taki sposób zostają skłonieni do realizacji narzucanych im zadań i jako elementy zbiorowości wykonują przez całe pokolenia pracę użyteczną społecznie mając jednocześnie przekonanie o własnej woli jej podejmowania. Także wtedy , gdy sprawujący władzę wykorzystują ten efekt do zawłaszczania wyników ich pracy i marnowania go na własne kaprysy, czy fobie, nie ponosząc przy tym żadnej odpowiedzialności za powszechne następstwa tego procederu.
Na tym polega, w dużym uproszczeniu, najważniejszy mechanizm powszechnej patologii. Taka swobodna rekonstrukcja choroby toczącej system kultury oparta jest na apriorycznych założeniach, ale nie są one przyjmowane przypadkowo. Ich prototypy opierają się na: 1. analizie dotychczasowego przebiegu ewolucji świata materialnego i życia, 2. ogólnych odczuciach człowieka w przestrzeni całej znanej nam historii, 3. poznanych prawach i prawidłowościach powstawania, funkcjonowania i rozwoju kultury. Obejmuje zatem obszar zagadnień i sposób ich rozpatrywania nie mieszczące się w aktualnie obowiązującym paradygmacie nauki. Nie zabiegamy też o taki status i nie traktujemy tego jako wstydliwą słabość. Wypracowujemy konstruktywną próbę wyjścia poza jej ograniczenia, które dotąd nie pozwoliły zidentyfikować zasadniczych dla całej egzystencji człowieka problemów i znaleźć rozwiązanie. Do tej kwestii powracamy w ostatnim fragmencie tej pracy.
3. Rozwijają się wilcze pędy a drzewo obumiera
Wojowniczy zawłaściciele nie zdają sobie sprawy lub lekceważą wiedzę o tym, że każde naruszenie systemowej równowagi w naturze i w kulturze, zawłaszczanie jej zasobów bez troszczenia się o jego skutki, bez wyrównania strat, bez twórczego wysiłku na rzecz podniesienia systemowej równowagi na nowy wyższy poziom rozwoju musi docelowo zakończyć się klęską. W gospodarce optymalizują funkcjonowanie życia społecznego w zawężeniu do pojedynczego parametru, jakim jest zysk ekonomiczny. To zgubna jednostronność i zachłanność zarazem, rodzaj jednobiegunowości w świecie z natury spolaryzowanym dwubiegunowo. Żyjemy w świecie przeciwieństw, gdyż życie w kulturze jest niekończącym ustanawianiem nowych granic, rodzącym nowe problemy, w tym konflikty. Naiwnie przyjmujemy, że odrzucenie niechcianego bieguna wprowadzonego rozróżnienia je rozwiązuje. W gospodarce polega to na wzmacnianie jednego ogniwa łańcucha powiązań systemu społeczno - gospodarczego kosztem osłabiania innych, zwykle najsłabszego, co obniża wydolność łańcucha powiązań, czyli całego systemu. W systemie gospodarczym opartym na wyścigu szczurów objawia się to eksploatacją systemu gospodarczo-społecznego prowadzącą do braku środków na jego odtwarzanie i spadkiem wydajności systemu. Maksymalizacja zysków dokonuje się przez uspołecznianie jego kosztów, co jeszcze bardziej obciąża bazę, która ten system utrzymuje. Pogłębiająca się nierównowaga systemu patologizuje go we wszystkich ogniwach i na wszystkich szczeblach. Na szczycie piramidy organizacji, wśród głównych beneficjentów, wobec słabnącej wydajności systemu zaostrza się walka o utrzymanie pozycji, wykształcanie się coraz bardziej brutalnych, kierujących się w stronę psychopatii postaw i działań, co powoduje, że mniej skłonni do popadniecie w dewiacje wypadają z konkurencji. Natomiast w warstwach najniższych, w podstawie systemu zanikają możliwości ponoszenia ciągle wzrastających obciążeń i rosną szeregi kontestujących system, stające jego dodatkowym obciążeniem. Przegrani, wypadający wszystkich pięter organizacji stanowią dodatkowe problem społeczny i wymagają powiększania instytucji i służb ich obsługujących, co wiąże się z dalszymi kosztami.
Jak pokazaliśmy obecnie panujący system kulturowy w swej wewnętrznej istocie zbudowany jest na lęku. Człowiek kształtowany jest w braku poczucia własnej tożsamości i wartości, a to prowadzi, szczególnie w sytuacjach krytycznych, do cierpienia, pojawienia się typowych lęków egzystencjalnych np. w formie groźnej depresji. Do ich uśmierzania system proponuje zawłaszczenie pewnych aspektów rzeczywistości tak, aby to one stały się dla niego poszukiwanym oparciem. Na takich właśnie przedsięwzięciach oparta jest cała konstrukcja budowli tworzącej życie społeczne i gospodarcze. Ponieważ zachowania ludzi mają tak ukształtowane podłoże w najgłębszych obszarach psychiki, więc nie powinno dziwić, że nawet najbardziej osobiste i intymne sfery życia także mieszczą się w głównych akapitach różnych, ale podobnych sobie scenariuszy powszechnego zawłaszczania.
W relacjach człowieka ze światem opartych na jego stosunku do świata, a więc na czynniku najgłębiej kształtującym postawy życiowe, czynnikiem determinujacym, a więc także dezorganizującym psychikę są antropologiczne elementy światopoglądowe (głównie religijne) przenikłe do podstawowych pojęć umysłowych opisujących świat i człowieka. Według nich człowiek wydzielony jest z reszty świata na poziomie ontologicznym, podlega innym prawom, a relacje zawłaszczające w stosunku do przyrody są jego naturalną cechą. Kiedy w obszar reszty świata włączeni zostają inni ludzie, bądź całe społeczności, to zawłaszczanie przesuwa się także na obszar życia zbiorowego. Brak poczucia i zrozumienia natury i kultury jako całości, wzmacniane przedsięwzięciami zawłaszczającymi mającymi uśmierzyć egzystencjalne lęki nie dopuszcza do świadomości faktu niepodzielności rzeczywistości, konsekwencji takiej redukcji i ponoszenia odpowiedzialności za całość.
Jak już powiedzieliśmy, wszelkie struktury społeczne, od rodziny do państwa, rozwijają się w kierunku optymalizowania narzędzi i mechanizmów zawłaszczania, przy lekceważeniu destrukcyjnych skutków dla całego systemu, pogłębiając przy tym patologiczną świadomość u ludzi tym silniej, im większe uzyskują korzyści w rywalizacji o posiadanie. Powstała w ten sposób piramida wyścigu szczurów jest strukturą stabilną, mimo że jej zawartość znajduje się w ciągłym ruchu. Przy możliwościach ekspansji (kiedy istnieją możliwości rozszerzenia zawłaszczania na nowe obszary i siły przyrody, czy nowe społeczeństwa), piramida wzrasta, natomiast kiedy takich możliwości już nie ma, piramida zwęża się, warunki wyścigu zaostrzają się, a terenem eksploatacji stają się same podstawy jej egzystencji, czyli własne szeregi sprowadzone do roli bezdusznej materii eksploatowanego świata.
Wobec dokonującej się obecnie globalizacji, nie tylko polityka i gospodarka włączone zostają w jeden system, ale ujednolicają się i optymalizują zasady funkcjonowania piramidy -struktury społeczeństwa, oraz standaryzują się sylwetki psychologiczne jej uczestników. Łączy się to z widocznym już wyczerpywaniem potencjalnych obszarów ekspansji chorej kultury, a więc z kurczeniem się miejsca na wszystkich szczeblach hierarchii, z większymi stratami, "odpadami" ludzkimi - tymi którzy wypadli z wyścigu, oraz z rosnącą pauperyzacją warstw społecznych przeznaczonych do eksploatacji. Politycy i managerowie, czołowi reprezentanci kierowniczej hierarchii zawłaszczania, nie są więc wolni od strachu i lęków egzystencjalnych, natomiast zwiększające się trudności wyścigu wykształcają w nich coraz to bardziej dewiacyjną, zakłamaną świadomość, bo tylko wówczas mają szansę utrzymania zajętej pozycji. Nieistotne dla nich stają się prawa przyrody i ograniczenia jej możliwości przy rabunkowej eksploatacji jej zasobów. Ważniejsze staje się uśmierzenie lęku i obaw związanych z niepewnością i zagrożeniami osobistych czy grupowych korzyści. Lekceważone są nawet biologiczne potrzeby życia ludzkiego, skoro przez ich pomijanie można jeszcze pewien czas podtrzymać działanie nieefektywnego systemu ekonomicznego. Takie scenariusze zawłaszczania, wywołują destrukcyjne zmiany w psychice ludzi, wręcz degradują ją. W praktyce doktryny społeczne i gospodarcze przeczą poznanym prawom życia zbiorowego i ekonomii, ale to wszechwładna polityka, dla własnych jednostronnych korzyści, wyraźnie wspiera je i stymuluje rozpędzając bieg cywilizacyjnego gospodarowania w kierunku pogłębiającym patologię. Powszechność chorej świadomości powoduje, że mimo odczuwania skutków niewydolności systemu społecznego, światowego systemu gospodarczego w szczególności, większość ludzi nie jest zdolna do dostrzeżenia jej źródeł. Dotyczy to zarówno tych żyjących w poczuciu, że władają światem, jak i tych przeświadczonych, że mogą być tylko przedmiotem gry wyższych sił i eksploatacji. Zresztą oba poglądy są błędne: finalnie będą tylko przegrani. Jednocześnie, biorąc pod uwagę zarysowany mechanizm powstawania chorej rzeczywistości jako długotrwały proces historyczny pasożytniczo rozwijający się na zdrowej tkance kultury, należy podkreślić, że w niej nie ma winnych, są tylko pokrzywdzeni. Natomiast kręgi intelektualne, dysponujące narzędziami umysłowymi zdolnymi zmierzenia się z takim wewnętrznym problemem kultury i stanu świadomości poszczególnych grup społecznych, są w stanie zwalczyć zagrożenie jeśli same nie staną się bezkrytyczne, uległe lękowi zakłamującemu ogląd rzeczywistości i paraliżującemu zdolność do logicznego wnioskowania i konsekwentnego działania.
4. Perspektywa integralna- droga do rozwiązania
Coraz powszechniej dostrzegamy, że we współczesnej kulturze i cywilizacyjnej gospodarce nie osiągamy pożądanej jakości życia, chociaż zmierzamy do osiągnięcia w dużej skali możliwie najkorzystniejszych warunkach bytowych. Dotyczy to także powszechnego poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Jednocześnie racjonalistyczny, jednostronny obraz człowieka oraz urynkowienie większości jego relacji ze środowiskiem społecznym wiedzie do wyobcowania go z własnej, wewnętrznej natury, a więc do osławionej przez marksistów alienacji. Okaleczoną świadomość otrzymują nie tylko robotnicy, menedżerowie także są w niej pogrążeni. Problemem nie jest sama własność kapitału, nie jest nim nawet metoda jego uzyskiwania, lecz sposób użytkowania. Zasadnicze zło pochodzi z takich stosunków, które utrudniają lub nawet wykluczają pełnowartościowy udział jednostek czy całych grup ludzkich z życia społecznego w ramach "demokratycznie" narzucanej orientacji rynkowej pozbawiającej godności i niszczącej tradycyjne więzi społeczne, które dotąd skutecznie chroniły także przed powszechnymi zaburzeniami i dewiacjami psychicznymi. Wiemy jak istotną rolę w zdrowym funkcjonowaniu człowieka pełni jego poczucie tożsamości oraz życie w związkach z innymi ludźmi. To pierwsze opiera się na wykorzystywaniu i doświadczaniu własnych możliwości, drugie na utrzymywaniu i rozwijaniu relacji zapewniających jego integralność i ochronę przed alienacją. Postęp gospodarczy winien służyć człowiekowi, nie odwrotnie. Społeczeństwo jako całość i poszczególni ludzie winni panować nad swą pracą i jej wynikami oraz ich spożytkowaniem w zakresie każdej kategorii użyteczności i konsumpcji niezależnie od istniejącego systemu gospodarczego i politycznego. W psychologii zarządzania obecnie podejmujemy zadania badawczo-wdrożeniowe dotyczące psychologicznych uwarunkowań rozwoju kierowania gospodarką w skali globalnej i międzykulturowej nawet bez formalnego ich zlecenia i wspomagamy tym samym coraz bardziej zunifikowany wadliwy i zbliżający się do kresu swych możliwości system gospodarowania. Czy psychologowie i ekonomiści nie są zbyt dyspozycyjni i gorliwi wobec ponadnarodowych korporacji? Czy nie stają się kapłanami nowej religii, z kultem nauki, techniki i technologii oraz ideologii ich efektywności promującymi wybrakowaną, rozrywkowo-konsumpcyjną jaźń, rzecznikami degeneracji osobowości i specjalistami od społecznej manipulacji? Może należałoby głębiej zastanowić się nad ich rolą na początku XXI wieku i samodzielnie ją określić w oparciu o krytyczną analizę dotychczasowego dorobku i wypracowaną własną koncepcję odnoszącą się do wszystkich sfery życia w wymiarze indywidualnym i zbiorowym, materialnym i duchowym?
Jeśli udzielimy na te pytania odpowiedzi twierdzącej, to należy więc odnaleźć i poddać weryfikacji podstawowe założenia, na których opiera się nasza kultura, a które jej implantowano z pominięciem lub wbrew poznanym dotychczas prawom przyrody i osiągnięciom nauk szczegółowych. Sytuacja jest łatwiejsza w dziedzinach, wykorzystywanych przez współczesne technologie, gdzie konieczna jest znajomość nauk, a weryfikacja myślenia przez jego skutki widoczna jest natychmiast w postaci mierzalnej sprawności stosowanych rozwiązań technicznych, produkcyjnych czy organizacyjnych. Tu przekłamania są relatywnie najmniejsze i dotyczą głównie dalekosiężnych skutków dla cywilizacji oraz stanu środowiska przyrodniczego. Stanowią duże zagrożenia dla cywilizacji, ale są przynajmniej znane. Natomiast dziedziny badające oraz opisujące świadomość, procesy społeczne i ekonomiczne są słabiej rozwinięte, a praktyka życia tego nie bierze pod uwagę, oddając pole różnym doktrynom. Stosowanym kryterium ich dopuszczania do kształtowania życia czyni postulaty zalęknionej egzystencji i zapewnienie kontynuacji istniejącego systemu społeczno-gospodarczego. Doktryny takie jak liberalizm, mające dokonywać - jak głoszą jego apologeci-cudów gospodarczych za pomocą niewidzialnej ręki rynku w praktyce tworzą system wymuszania przez kierownictwo szczytu piramidy (np. zarządy ponadnarodowych korporacji) na państwie i społeczeństwie układów gospodarczych w praktyce podporządkowujących jej wszystkie instytucje życia zbiorowego. Sprawiają, że stają się one bezradne i nieudolne, pozostają atrapami pozorującymi swoje działania. Dla zapewnienia sobie prestiżu, stroją się w szaty nauki, deprecjonując także jej wartość i wiarygodność.
W tych dziedzinach pracę trzeba rozpocząć od rozgraniczenia zabobonów odróżniających doktryny od rzetelnej wiedzy. Zabobonami nazywamy tu nie tylko wypaczone formy i treści natury religijnej, ale też i poglądy funkcjonujące kiedyś w obrębie nauki, ale przez jej rozwój obalone, czy zmienione. Rewizji trzeba poddać głównie treść tego, co potocznie jest przyjmowane za naukę, czyli całość wypowiedzi naukowców. Bowiem zawłaszczeniu przez głosicieli doktryn uległa duża części systemu organizacyjnego nauki przez co część dorobku naukowców jest propagandą. Zabobonne twierdzenie o zbawienności niewidzialnej ręki rynku, do dziś obecne w programach dydaktycznych uczelni ekonomicznych, jest sposobem na wyeliminowanie z nauki i ze świadomości społecznej potrzeby analizowania skutków działalności gospodarczej we wszystkich dziedzinach życia zbiorowego. Daje ono wolną rękę wszechwładnej finansjerze w rujnowaniu wszystkich instytucji życia zbiorowego w celu maksymalizacji jednego efektu, którego wskaźnikiem jest zysk finansowy, w zasadzie istotny tylko w kontekście walk toczących się pomiędzy największymi organizacjami finansowymi świata.
W czasach nowożytnych nauki społeczno - ekonomiczne wyzwoliły się spod prymatu doktryn religijnych i przez kilka wieków następował ich rozwój. Kartezjuszowska definicja człowieczeństwa jako myślenia dało początek nie tylko naukowej metodologicznie formie psychologii i socjologii, ale też i ekonomii. Dzięki prymatowi myślenia pojęcie podmiotowości, a więc i własności pojmowane dotychczas według prawa rzymskiego w wersji cywilnej i według magii w wersjach religijnych, musiało sprostać wymogowi skuteczności. W jego efekcie w wiekach XVIII i XIX powstała duża liczba teorii społecznych i ekonomicznych. W atmosferze dyskusji nad tymi teoriami powstawały współczesne społeczeństwa, które w konsekwencji kartezjuszowskiego przewrotu uznały się za kompetentne do zmiany swoich struktur zgodnie ze wskazaniami nauki. Ale politycy nie potrzebowali pełnej wiedzy z zakresu nauk społeczno - ekonomicznych, pożądali tylko skutecznego aparatu sprawowania władzy. Los nauk społecznych został przesądzony. Cały dwudziesty wiek był areną bezwzględnej dominacji doktryn przybierających pozory nauki. Podważanie doktryn uznawane było za szarganie świętości, a nie dyskusję naukową. Poza kontrolą wielkiej polityki byli tylko
nieliczni niezależni myśliciele.
Można tu wymienić Stanisława Brzozowskiego, Erazma Majewskiego, Jana Stachniuka. Na Zachodzie postaci tej miary pojawiły się dopiero pod koniec XX w. Wywodzą się one z przyrodoznawców wkraczających na tereny humanistyki oraz kręgów mających do czynienia ze skutkami psychologicznymi i socjologicznymi panującego systemu - praktyków poszukujących teoretycznego opisu zjawisk z którymi pracują. Więcej w referacie z poprzedniej Konferencji: M. Cenin Istota i przemiany w pracy ludzkiej oraz ich implikacje., w: T. Listwan red. Sukces w zarządzaniu kadrami. Perspektywa globalna i lokalna. Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, Wrocław 2004, s. 69-81
To im w dużej mierze zawdzięczamy zachowanie ciągłości rozwoju nauk społecznych. W międzyczasie na polu zmagań politycznych pozostała tylko jedna licząca się doktryna: liberalizm, zakłócany tylko nieuchronnym odradzaniem się w jego łonie reakcji komunizującej. Posiada więc pełną władzę, więc nie może uniknąć pełnej odpowiedzialności za niewydolność kreowanego przez siebie systemu społeczno gospodarczego. W tej atmosferze wkroczyliśmy w wiek XXI. Nauki społeczne nie powinny dalej tkwić wewnątrz ograniczeń światopoglądowych, natomiast powinny stać się zdolne do wyjaśnienia ich realnego wpływu na postawy ludzi i wiążącą się z nimi wszelką aktywność.
Nasze rozważania od strony psychologicznej metodologicznie stanowią interpretację podjętych zagadnień z pozycji analitycznej psychologii społecznej umożliwiającej wspólne ujęcie ich wymiarów psychologicznych i ekonomicznych oraz zarysowanie ich rozwiązania przekraczającego dotychczasowe działania o charakterze terapii objawowej. Doktryny nadal panują w polityce społeczno-gospodarczej, a nauka w tych dziedzinach musi odnaleźć dopiero swój status. Za pomocą metodologii znanej z przyrodoznawstwa badamy zjawiska powtarzalne. Tworzymy ich modele i na tej podstawie przewidujemy zachowanie się obiektów w rzeczywistości. Dziedzina nauk społecznych jest jednak inna, obejmuje w większości zjawiska indywidualne i bezprecedensowe. Z kultury nie da się wyraźnie wydzielić ani psychologii, ani ekonomii, by móc w pełni zbadać je jako oddzielne zjawiska. Ponadto każde należy badać w łączności z tłem jakie tworzą pozostałe zjawiska kulturowe towarzyszące przedmiotowi badania będącego jednocześnie aktywnym podmiotem bądź ingerującym obserwatorem. Jedynym narzędziem zdolnym do sprostania takim wymaganiom jest teoria systemów. Aby jednak była ona w stanie cokolwiek orzekać musi, choćby w praktycznym przybliżeniu objąć całość systemu kulturowego, czyli zamknąć w modelu wszystkie uzależnione nawzajem od siebie zjawiska. Jednym aparatem pojęciowym trzeba więc objąć filozofię, psychologię, socjologię, biologię, nauki techniczne ekonomiczne oraz całe obszary humanistyki. Na komfort metodologiczny właściwy fizykom długo jeszcze nie możemy liczyć, nawet nie posiadamy jeszcze odpowiedniego aparatu pojęciowego. Taka praca jednak już teraz zapowiada pożądany efekt: rozdział między nauką a ideologią. Ukaże pełny stan nauk społecznych i skonfrontuje z nim mechanizmy funkcjonujące w życiu realnego społeczeństwa.
W ujęciu systemowym zasadniczym błędem jest nieuwzględnianie całej rzeczywistości świata natury i kultury, a już zupełnie niedopuszczalne jest umieszczenie części rzeczywistości poza nim samym, poza światem. W dziedzinie kultury i jej cywilizacji wymagane jest także zamknięcia cyklu ich przemian: począwszy od przekazu kulturowego poprzez ukształtowanie pożądanej świadomości ludzi do ich czynnych działań we wszystkich sferach życia, w tym społecznego oraz wszechstronne bilansowanie wszystkich przedsięwzięć. Drugi warunek skuteczności przedsięwzięcia stanowi wprowadzenie nowego modelu - paradygmatu człowieka funkcjonującego w tym systemie, niezależnego od modeli instytucji społecznych, które dotąd kształtowały go na swój użytek. Oznacza to konieczność wkroczenia nauki na teren, na którym dotąd nie była ona dotąd obecna, a który ogólnie określamy jako
przestrzeń duchową, tj.
przestrzeń przekazu kulturowego obecnie opanowaną przez metafizyczne religie, ideologie i doktryny. Na tym polu można spodziewać się największych odkryć, historycznie już przynależnych nauce, i późniejszych efektów gospodarczych ich wykorzystania. Krytykowana coraz intensywniej i kontestowana globalizacja oraz unifikacja kulturowa w swych znakomicie wykształconych formach zorganizowanego, twórczego i dynamicznego rozwoju mogą ewolucyjnie przekształcić swą orientację ze sprzyjającej powszechnej patologii na sprzyjającą rozwojowi zdrowego społeczeństwa, w którym jednocześnie jednostki osiągną pełnię człowieczeństwa. Teoria systemów umożliwi wgląd w struktury życia zbiorowego na tle całej natury, a jej orzeczenia znajdą się wewnątrz opisywanego systemu jako jego element integralny i podlegający wraz nim
ewolucyjnym i twórczym zmianom.
Pierwszą, wstępną próbę takiego ujęcia kultury przedstawia nasza koncepcja humanistyki w formie teorii mitu dziejotwórczego umieszczona w serwisie internetowym http://www.prawia.org
To znacznie głębsze spojrzenie na aktywność intelektualną niż przewidują to ramy dzisiejszej metodologii naukowej właściwej dla nauk przyrodniczych, ale to też wyzwanie: wypracowanie metod badania zjawisk kulturowych, a więc z założenia słabo przewidywalnych w porównaniu ze skutecznością w tej mierze nauk ścisłych.
W nawiązaniu do zagadnienia wyścigu szczurów, przewodniego motywu pracy, twierdzimy, że pełni człowieczeństwa i zdrowego psychicznie funkcjonowania ludzi we współczesności nie mierzy ani stopień przystosowania jednostki do społeczeństwa, ani też poziom przystosowania społeczeństwa do potrzeb człowieka, lecz twórcze zintegrowanie obu orientacji na poziomie systemu, w którym się one bezkonfliktowo zawierają. Wyłonienie takiego biegunowego zróżnicowania umożliwia utrzymanie wytworzonego już pola wszelkiej działalności jako źródła dynamicznych i twórczych sił indywidualnego i społecznego rozwoju. Wówczas zmaleje ubezwłasnowolniające poczucie braku kontroli zdarzeń i wyjaławiające odwoływanie się do metafizyki i powoływanych nowych bóstw i idoli. Najprościej rzecz ujmując realne, zdrowe i efektywne staje się poleganie na sobie samych. Pełną próbę takiego rozwiązania problemu znajdziemy w teorii mitu dziejotwórczego.
Literatura cytowana
Cenin M., Istota i przemiany w pracy ludzkiej oraz ich implikacje., w: T. Listwan red. Sukces w zarządzaniu kadrami. Perspektywa globalna i lokalna. Wydawnictwo Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu, Wrocław 2004
Cenin M., Słowiński Z., Mit dziejotwórczy, http://www.prawia.org
Fromm E., Zdrowe społeczeństwo. PIW, Warszawa 1996
Fromm E. Rewizja psychoanalizy, PWN, Warszawa-Wrocław, 1998